Dziś wieczorem idziemy do rodziców… znaczy się dobry powód by się znowu napić. Przynajmniej taki mi żona podała… wracajac ukradkiem do domu, ze sklepu pod domem.
Wykorzystała chwilę nieuwagi, kiedy to siedząc przy komputerze miałem słuchawki na uszach.
Niestety przypadkiem wstałem w momencie w którym wchodziła do domu… a to zonk. Więc oficlanie dowiedziałem się że dzis pije (pije praktycznie codziennie, z tym że w niektórych dniach robi to całkiem ukradkiem przede mną).
No dobra więc winko już jest kupione – nie cofnę tego. Otworzone wstawione do lodówki by się schłodziło… w końcu dopiero 10:00, nawet za komuny pito od 13… pijemy więc dziś kulturalnie.
Heh…
Chwila moment.. poszedłem do łazienki umyć głowę – szum wody zagłuszy to co właśnie czyni, wychodzę… a tam idzie moja żona i papierkiem od wina… zaraz zaraz? Przecież jedno już otwierała?
No i jest jednak do 13 nie doczekała… znaczy doczekało, to oficjalne winko w lodówce. Ale drugie to nieoficjalne w szafie nie doczekało.